Droga od pracowni malarskiej do krakowskich ogrzewalni dla ubogich prowadziła Adama Chmielowskiego przez doświadczenie wojny, studia artystyczne i coraz głębsze poszukiwania religijne. Jego los splotła ze sztuką także przyjaźń z Leonem Wyczółkowskim, który po latach utrwalił postać Brata Alberta na płótnie.
Historia ta nabiera szczególnego znaczenia 1 listopada, podczas katolickiej uroczystości Wszystkich Świętych. To dzień poświęcony pamięci osób wyniesionych na ołtarze, których życie dawało świadectwo wiary, miłości i bezinteresownej troski o innych.
Od malarstwa do służby potrzebującym
Chmielowski brał udział w powstaniu styczniowym, a później studiował sztukę w Monachium. W jego twórczości ważne miejsce zajmowały tematy religijne; szczególne znaczenie przypisywał obrazowi „Ecce Homo”. Z czasem sprawy wiary zaczęły jednak wyznaczać kierunek całego jego życia, nie tylko pracy artystycznej.
Porzucił karierę malarza i jako Brat Albert poświęcił się osobom bezdomnym oraz ubogim. Nie ograniczał pomocy do działalności z zewnątrz: dzielił codzienność z ludźmi, którym służył. Założył także zgromadzenia albertynów i albertynek, związane z tą misją.
Przyjaźń utrwalona na obrazie
Z Wyczółkowskim poznał się w kręgu polskich artystów. W latach 1879–1880 obaj mieszkali we Lwowie pod jednym dachem. Wyczółkowski cenił Chmielowskiego zarówno za talent malarski, jak i za osobowość, która wykraczała poza ich wspólne zainteresowania sztuką.
Brat Albert zmarł w Krakowie 25 grudnia 1916 roku. W 1934 roku, kiedy rozpoczęły się przygotowania do jego procesu beatyfikacyjnego, dawny przyjaciel namalował jego portret z dzieckiem. Wykonany techniką olejną na płótnie obraz „Brat Albert przytulający dziecko” jest przechowywany w krakowskim Domu Generalnym Braci Albertynów.
Na decyzje Kościoła trzeba było czekać jeszcze wiele lat. Jan Paweł II beatyfikował Brata Alberta w 1983 roku, a 12 listopada 1989 roku ogłosił go świętym.
Źródło: facebook.com/muzeumbydgoszcz
